>>PODPISZ PETYCJĘ PRZECIWKO ZABIJANIU ZWIERZĄT NA FUTRA!!!<<†Postaw diagnozę. >< †Wypisz receptę.
Przeminęło z wiatrem?Minęło Święto Zmarłych, cmentarze skąpane w półmroku zniczy odeszły w jakąś tam przeszłość, choinka ściele się powoli tysiącem igieł na podłodze, Nowy Rok się zaczął i nie stało się nic, co przepowiadały wielkie horoskopy mistrzów astrologii... Dużo czasu minęło, od kiedy ostatni raz tu pisałam. Właściwie nic od tego czasu się nie zmieniło. Prawie nic. Bo patrzę, a raczej - staram się patrzeć inaczej na świat. Inaczej? No, obiektywniej. Czasem to przysparza jednak więcej problemów niż własna ocena rzeczywistości.
Świat ma dziwną strukturę. Chyba poprzestanę na przyglądaniu się jej z boku. W sprawie zwierząt trzeba dalej coś robić. Najbardziej denerwują mnie ludzie, którym obrona podstawowych praw zwierząt wydaje się postawą nawiedzenia... To świadczy o tym, że nie zasługują na miano człowieka, a im bardziej na nie nie zasługują, tym głośniej szczekają. Śmieszne... Cóż, pełno wokół egoistów, którzy - mając wiele wad - uważają się za mesjaszy codzienności. Coraz częściej wstydzę się tego, że jestem człowiekiem.
Homo "ledwosapie" sapiens.
Za mną próbne matury, cz. I - ta listopadowa, teraz żyję częścią II - styczniową. Trudno powiedzieć "żyję". To złe słowo. Przecież w ogóle mnie to nie obchodzi. Nie przykładam się, a to błąd. Z każdym dniem tracę coraz bardziej motywację do nauki. Fakt, że matura zbliża się wielkimi krokami i już czuję na karku jej lodowaty oddech, nie jest w stanie mnie zachęcić.
Noce ze stilnoxem/nasenem nie są już tak atrakcyjne jak jeszcze za czasów szpitala, niecały rok temu. To takie straszne i dziwne, że czas tak szybko biegnie, a przy tym dostaje ostrej zadyszki.
Na szczęście mam B. :* Czasem wydaje mi się, że to nie to, ale słowo "przyjaźń" wszystko prostuje, jeżeli jest zbyt mocno zakręcone. Kiedy tonę, tonę w ciszy... nie ma mnie. Nie wiem czy kiedyś zdołam jeszcze być...
Cum recte vivis, ne cures verba malorum.Lil^† komentarze [0] †Dracula's ChildCoraz rzadziej tu piszę, ale nie wynika to ani z braku czasu (nie mam go wiele, ale zawsze znajdzie się chwila), ani też wątku. Po prostu jest mi coraz trudniej opisywać swoje uczucia, które jakby się...ulotniły?
Mam dziwne poczucie pustki, ale jest to dosyć specyficzne wrażenie. Teraz mam problem z identyfikowaniem także smutku, coraz częściej zapadam się w sobie - w obojętność. Tracę zdolność
wywnętrzniania się. Ta niezwykła umiejętność jest mi potrzebna, tęsknię za nią. Kiedyś cierpiałam z powodu nadmiernego smutku, depresyjnych nastrojów, teraz czuję się jeszcze gorzej, choć zastanawiam się czy "czuję" to dobre słowo... Jestem jak zombie, które jest jedną nogą w grobie, ale zarazem ciągle żyje (na swój sposób), wampir, któremu brakuje krwi, ale przebywa z dala od wszelkiego czosnku (i nie ginie)... Zabawne porównania!
[Iced Earth - Ghost Of Freedom.mp3]
Czasem czuję się jak Raskolnikow... Jestem lekko rozdarta pomiędzy normalnością a światem obłędu, tym, co jest dobre, a co złe, mam własną koncepcję jak Nietzsche, jestem pesymistką jak Schopenhauer. Trudno z tego wybrnąć. Ale staram się. Odrzuciłam leki, muszę żyć więc w kłamstwie, wmawiając wszystkim, że je zażywam... Wiem jakby się to skończyło, gdybym przyznała się lekarce, ciotce... Na lekach czy bez nich - pustka jest odczuwalna, a jednocześnie świat jest taki odległy.
I will let the voice ring true. I'm the ghost...Standing next to you... Jak brzmi imię prawdziwej wolności wewnętrznej? Nie chcę się nad sobą użalać, nie mam do tego prawa, ale staję się coraz większą egocentryczką przez fakt, że... przestaję BYĆ. Teraz istnieję tylko jako zmaterializowana forma jakiegoś bytu, ale wypatroszona od środka.
Lil^† komentarze [0] †"...z włosów anioła ściekają krople wosku i tworzą na podłodze prostą przepowiednię...""(...) jakże piękna jest chwila
gdy pada na kolana
wcielony w winę
nasycony treścią(...)"
‣ Zbigniew Herbert, Przesłuchanie Anioła
Nie wiem nawet, co mam tu napisać... Czasem wydaje się nam, że nadszedł ewidentny koniec, że nic nie jest już w stanie odwrócić biegu fali, że nadchodzi to, co nieuniknione...
To jedna z takich chwil.
Lil^† komentarze [3] †Władza&melancholia&śmierć&ohydaI proszę jaką władzę ma nad człowiekiem ta złowieszcza melancholia, która prowadzi do upadku! Czuję się strasznie, nie wiem czy potrafię to zobrazować. Tak bardzo chcę zniknąć… tak bardzo… Mam dosyć tego potwornego bólu, który mnie dławi od tak dawna!!! Nie potrafię, nie chcę dalej walczyć… Cudowne tabletki… och, jak ja ich nienawidzę! Jestem w stanie agonii wewnętrznej, rozkładam się od środka, wszystko we mnie gnije, już czuję ten fetor bleeee! Pustka? Nicość? Obniżony nastrój? Chwilowe załamanie? Te wszystkie kryteria diagnostyczne brzmią tak śmiesznie, Boże, jak one żałośnie brzmią… Upadek? HAHA! Jaki upadek?! To dno, sięgnęłam dna dawno temu i wciąż nie odbiłam się od niego, natomiast świetnie potrafię udawać, kolekcja moich masek stale się powiększa! Czy Dziadek czuwa nade mną? Myślę, że On też ma dosyć tego próchna – mnie…! O jedną, jedyną rzecz śmiem prosić Cię, Boże – zabierz mnie z tego świata, coś takiego jak ja nie może żyć, skoro nie jest w stanie uratować żadnego istnienia, gnije na tym ziemskim padole, jest zawalidrogą innym!
Lil^† komentarze [4] †Angel of mine, let me hate you!Stałam na drugim końcu mostu i nie wierzyłam, że przejdę na tamtą stronę. Nie wierzyłam, a jednak pokonałam go i... obudziłam się
sama w wymiętej pościeli...
Skończyłam czytać III i zarazem ostatni tom "Panien i wdów" autorstwa Marii Nurowskiej - uważam, że jest to naprawdę dobra książka, która pięknie prowadzi współczesnego czytelnika przez koleje losu Polski, poza tym mówi o tym, co najważniejsze - o rodzinie, sile przywiązania, o zawodnej, ale ważnej miłości.
Byłam po raz kolejny na Mazurach, szkoda tylko, że w czerwcu nie udało mi się zebrać z załogą mojego poznańskiego MDK do mazurskiego Prania - miejsca, gdzie tworzył Gałczyński. Wypoczęłam, wchłonęłam w siebie zapach jeziora, żywicy oraz ciszy, której tak bardzo mi brakowało.
Igrzyska Olimpijskie w Pekinie to istotnie igrzyska obłudy, które bojkotuję, zwyczajnie ich nie oglądając! Ślepi ludzie zapominają, że przez "czystkę" w stolicy Chin zatłuczono mnóstwo bezdomnych zwierząt, w tym m. in. ciężarne kotki i suczki! Wystarczy obejrzeć wywiady z chińskimi obywatelami przebywającymi niegdyś w chińskich więzieniach, może wówczas nastawionym na rozrywkę masom odechce się popierać tę maskaradę okrucieństwa! Wydaje się więc, że ludzie dawno już zapomnieli o studenckiej masakrze na placu
Tiananmen... To tak żałosne, ale przede wszystkim smutne - tak, przejmuje mnie na myśl o tych wszystkich wydarzeniach po prostu ogromny smutek!
M i ł o ś ć dławi mnie coraz mocniej. Nie można wiecznie żyć wspomnieniami, lecz czuję, że dzieje się ze mną coś niedobrego... zaczynam konać w środku. Miłość i nienawiść zlewają się w jedno. Piętno śmierci ciąży na moim tyle.
Odstawiłam sobie leki - na własne życzenie >drugi raz; wiem, że nie powinnam tego robić, ostatnim razem źle się to skończyło<. Denerwują mnie te dawki sztucznego szczęścia! Przez ostatni rok brałam tak wiele tego gówna! Dosyć, mówię - już dosyć! Choć podobno nie władała mną taka agresja jak dziś, czułam się kontrolowana przez pigułki. To nie jest życie - nie wtedy, gdy chce się działać, realizować marzenia, być niezależną... Choć wiem, że nigdy nie uniezależnię się od swojego cholernego zaburzenia, które zatrzasnęło z wielkim hukiem moje serce w betoniarce...
[Ewa Demarczyk - Tomaszów.mp3]Lil^† komentarze [4] †Nie czuję nic. A może byśmy...Nie notuję przeżyć, trochę czytam (a powinnam czytać DUŻO), piszę na własny użytek, czyli realizuję się w swojej pasji. Brak mi miłości, ale nie ja jedna przecież cierpię z tego powodu... czasem nie czuję się sobą, czasem nie wiem, kim jestem, zdarza się, że mam myśli samobójcze, rezygnacyjne obecne są cały czas. Zdaję się kontrolować autoagresję, ale nie obsesje, one są upiorne, tak upierdliwe, że czasem myślę, że zeświruję do końca... Nie wiem, co mi się marzy i na niczym mi nie zależy, a nawet jeśli mam obrany jakiś mały cel, i tak nie wierzę w powodzenie swoich planów. W sierpniu czeka mnie poprawka - Boże, gdyby nie ta matma na maturze, przysięgam, że wolałabym powtarzać klasę, nie chcę, żeby kolejny etap mojego życia się kończył! Przemijanie wżera się głęboko we mnie, to boli...
Lil^† komentarze [2] †Moich kilka śmierciI śmierć nastąpiła nagle: beztroski świat optymistki przeistoczył się w krainę lęku, cieni. Wtedy ta pustka, którą można porównać do końca życia, normalności, do powolnego wkraczania w świat obłędu, była niewyobrażalnie wielka.
II śmierć wydawała się nieco mniej metaforyczna. Nie nastąpiła od razu, najpierw trzeba było policzyć wszystkie tabletki i wysłuchać tego, co ma do powiedzenia wenflon.
III śmierć nadeszła spóźniona, ciągnąc za sobą krwawy tren wszystkich diagnoz.
IV śmierć okazała się najmniej łaskawa: nie przyszła dlatego, że jej chciałam. Zajrzała mi w oczy, kiedy odszedłeś. Została, bo Ciebie nie ma.
Lil^† komentarze [2] †Trochę inaczej...Wszystko we mnie jest jakieś zmienione, czuję się, jak gdybym przeistoczyła się w inną osobę... Niby mam dużo z siebie, ale muszę żyć inaczej, starać się myśleć inaczej, być sobą inaczej...
Dziś, kiedy jechałam tramwajem do szkoły, widziałam dziwną twarz w samochodzie jakiegoś faceta. Przyglądałam się jej uważnie, póki tramwaj nie ruszył i usiłowałam upewnić się, że było to złudzenie, bo prawdopodobnie leżał tam koc czy coś w tym stylu... Wiem od pani psycholog, że muszę nauczyć się inaczej interpretować pewne zjawiska, ale to było takie...rzeczywiste. Trudno mi ot tak sobie stwierdzić: tego nie ma, wydaje mi się. Nie mam pojęcia jak tego dokonać! Biorę przecież moje cudowne tabletki - twierdzę, że nie są mi potrzebne. Bez nich jest niemalże tak samo. Powtarzam sobie, że nie jestem chora. Czasem trudno w to uwierzyć, ale rozsądek podpowiada, że schizotypia jest tylko zaburzeniem osobowości, nie schorzeniem...
Jutro pierwsza od 4 miesięcy wizyta u mojej stałej lekarki. Powiem zgodnie z prawdą, że wszystko jest ok, choć nadal walczę z myślami samobójczymi i widzę to, czego nie widzą inni. Chyba tak trzeba. No, ale ja niczego nie jestem teraz pewna. Bo nie wiem do końca, kim jestem.
Lil^† komentarze [1] †F21 zaburzenia schizotypowe.Po siedmiu tygodniach wyszłam ze szpitala z takim właśnie rozpoznaniem. To oznacza, że jestem zdrowa (?), według wujka oczywiście.
Czuję się zdecydowanie lepiej. Biorę efectin (75 mg) i ketrel (50 mg), doraźnie zolpic (10 mg) i clonazepan.
W szpitalu poznałam wspaniałych ludzi, będę utrzymywać z nimi kontakt, na ile pozwoli mi czas, samopoczucie... Ten, drugi z kolei pobyt w klinice, wiele mi dał. Wiem, że jestem poprawnie zdiagnozowana. Po takiej ilości testów, po tak długim czasie obserwacji... Obiecałam sobie, że rozpocznę nowe życie. Że będę walczyć ze swoimi małymi paranojami, lękami, natręctwami. I niech tak się stanie! Mam nadzieję, że wytrwam w swoim postanowieniu...
Lil^† komentarze [2] †Kropla radości w oceanie cierpieniaTak bardzo mi brakuje choć jednego ciepłego słowa, jednego przyjaznego gestu skierowanego w moją stronę… Koszmar lęgnie się u podnóża złotej góry wybawienia… Godziny, dni, dłużą się niesamowicie, czas oczekiwania na szpital rozpiął się już na tysiące metrów kwadratowych. Boję się, och, tak bardzo boję się siebie! Coraz dotkliwiej odczuwam żądzę krwi! Nie wiem jak pomóc swoim bliskim, którzy także obawiają się o mnie, w ich oczach widzę strach, nie wierzę w ani jedno słowo nikomu, kto mówi, że wszystko będzie dobrze… Nie istnieję wcale. Jest tylko to pragnienie samounicestwienia, zazdrość… Zazdroszczę ludziom, którzy są zadowoleni z życia albo przynajmniej niestrudzeni w walce o szczęście! Ja już zmęczyłam się, nie dam rady rozbić szklanej gabloty, w której tkwię… Ostatnio zachłysnęłam się małą kropelką szczęścia, tak bardzo byłam radosna, bo przyczyniłam się do czegoś dobrego! Otóż jakiś zwyrodnialec prawdopodobnie wyrzucił z samochodu pieska, gdyż ten przez kilka dni nieprzerwanie wyczekująco gonił wzrokiem samochody. Było zimno, piesek przemarzł, był wychudzony, brudny. Obserwowałyśmy go z mamą i siostrą przez jakiś czas, aby upewnić się, że to rzeczywiście bezdomny pies i nie pomyliłyśmy się – mama dokarmiała go przez pewien czas, aż wreszcie zadzwoniła do schroniska. Zwierzak okazał się sunią i to w dodatku szczenną! Zabrałyśmy go do ciepłego domu, głaskałyśmy, chciałyśmy, żeby poczuł się lepiej, widać było po nim, że łaknie miłości! Mamy dość dziką kotkę i nie było mowy o zatrzymaniu go… Mama zamówiła taksówkę i razem z siostrą pojechały do schroniska, gdzie napatrzyły się na 150 mordek porzuconych psiaczków:( Na szczęście mama zabrała całe mnóstwo ulotek z tegoż schroniska, a że pracuje w szkole jako n-lka, postara się rozpropagować je wśród uczniów. Wracając do mnie, cieszę się, że mogłam choć przez chwilę popatrzeć suni w oczy, piękne, ale jakże smutne… Że mówiłam do niej ciepłym głosem, że głaskałam jej zmierzwioną sierść, wychudzone ciałko… Choć tyle byłam w stanie dla niej zrobić! To okropne – ile okrucieństwa jest w ludziach?!
Dla takich chwil warto żyć! Mimo tej świadomości coraz częściej włącza się we mnie inny mechanizm – lęk, który nie pozwala się pozbierać, paraliżuje na długo, natręctwo myśli, tych makabrycznych, z którymi nie umiem walczyć! Wypaliłam się i wszystko mi zobojętniało… Czuję, że moja misja na tej ziemi powoli dobiega końca… Miałam skrzywdzić bliskich swoją chorobą, skrzywdzić nią samą siebie, zostać odrzuconą przez pewne kręgi, przyjętą do innych. Coraz bardziej wstydzę się swojej choroby, ciągle nie umiem z nią żyć… Stale mam kompleksy na tym tle. Moi znajomi są tacy mądrzy, tyle mogą, tyle robią, tak wspaniała przyszłość ich czeka… podczas gdy ja miewam urojenia prześladowcze (zbyt często, właściwie zawsze wtedy, gdy wyjdę sama z domu), depresja przykuwa mnie do łóżka, natręctwa nie dają spokoju, a agresja, wrogość wobec innych, każe zabijać, wykańczać psychicznie… Dodatkowo jestem bez leków.
Ok. marca 2007 moja depresja wg skali Becka sięgała 41/60 pkt. i już wtedy psychiatrze się to nie podobało, teraz wynik skoczył mi do 46.
Lil^† komentarze [3] †MilczącaŚwiat bólu, bezwartościowych dziś wspomnień… Świat udręki, zapomnianych ideałów. Jak mantrę, powtarza błędy. Łzawymi kroplami oczyszcza żyletkę z dobrze zakonserwowanej krwi. Nadnaturalna siła zwątpienia rzuca nią o ściany. Nieznośna ciężkość bytu odurza mglistą nadzieję – siostrę wiary, którą pochowano żywcem kilka stóp pod ziemią… Medytuje nad pokaleczoną skórą, chłonąc agresję. Ona mówi jej głosem! Światło syci się mrokiem spraw… Pod osłoną nocy łatwiej ukryć blizny z wczoraj… Łatwiej… zapomnieć? Lęk, którego nie da się opisać żadnymi słowy, lęk poniżający, lęk władający całym umysłem. Kim jest człowiek, który nigdy nie płakał? Ona boi się swojej obsesji śmierci, boi się życia. Ona nie może znieść wzroku tego, który nie istnieje, który śledzi ją na niby – tak mówiła pani doktor… To świat iluzji, świat nakarmiony cierpieniem. Czuje, że została pozbawiona pozytywnych uczuć… Myśli emocjami, a ziemia się kręci. Sprawiedliwość zapadła w głęboki sen, chodźmy na palcach, by jej nie zbudzić. Rozumie ciszę, zmienia jej pieluchy. Obciąża powieki…
Lil^† komentarze [6] †Ogień rozpaczy pali mnie. . ."Kartezjusz stwierdza najpierw, że nie wolno nam uważać czegoś za prawdziwe, dopóki całkiem jasno i wyraźnie nie poznamy, że to prawda. By to osiągnąć, konieczne może się okazać rozłożenie problemu na tak wiele pojedynczych cząsteczek, jak to tylko możliwe. Można chyba powiedzieć, że każdą myśl należy zważyć i zmierzyć, mniej więcej tak jak chciał Galileusz, by wszystko zostało zmierzone, a wszystko to, czego nie da się zmierzyć, zostało uczynione możliwym do zmierzenia".
‣ Jostein Gaarder, "Świat Zofii";
Coraz więcej do stracenia, mniej do pozyskania. Powiedz mi, że to wszystko jest ukartowane, że tracę siebie w jakimś celu. Pozwól uciec od tego.
Lil^† komentarze [4] †B-u-m!...pęka balon. Czuję taki sam niepokój jak w momencie przebicia go igłą. Chciałabym zażywać wolności w blasku księżyca. Wystarczy, że wyjdę na balkon, ale jest za zimno. Ciągle obgryzam paznokcie.
Lil^† komentarze [3] †Nie ma już niczego... Szmatława apokalipsa do mnie śmieje się...Jestem w dziwnym nastroju...
Złość we mnie wzbiera, nienawiść do świata atakuje z każdej strony. Głupi skurwysyn!
Śmieję się ze swoich myśli samobójczych, mimo że w ostatecznym rozrachunku nie są ani trochę zabawne. Mam nieodpartą chęć rozdrapania wszystkich strupów na swoim ciele, a także stworzenia nowych ran, które będę mogła rozdrapać w przyszłości.
Co da mi głupi szpital?! Nie da pomóc się komuś, kto pomocy nie chce...
Ja już nie chcę żyć, zabiję się w niedalekiej przyszłości, nie wiem jeszcze tylko, kiedy dokładnie... Boże, ocal mnie od tych emocji!!!
Jestem wściekła, nie mogę już trzymać nerwów na wodzy! Nie chcę umierać, ale z drugiej strony...
[Coma - Ocalenie.mp3]
Potłukę się na kawałki i dam rozdrobnione serce na zeżarcie swojemu dzikiemu kotu! Po przespanej niemal całej dobie tylko tyle mi pozostaje... W innym wypadku jestem skazana na życie!
Nienawidzę cholernych skurwysynów, którzy narzekają na swój obecny stan, podczas gdy sami np. noszą futra naturalne albo skórzane paski! Niech nawet nie próbują się żalić...Nienawidzę bestialstwa oraz przyczyniania się do zła!
Lil^† komentarze [1] †"Myślisz, że mam tak bardzo zimne ręce, że dotyk ich mógłby tylko w lód zamieniać..."‣ Closterkeller - "Walet Pik";
Przyznam, że czuję się zraniona. Z jednej strony rozumiem Jego zachowanie, nie jest łatwo wrócić do normalnych relacji, gdy serce zostanie "zdradzone ze śmiercią". Rozumiem też oczywiście, że
4w5 to typ, który ma ogromną trudność z identyfikacją swoich uczuć. Mimo tej świadomości nie podejrzewałam Go o takie zwątpienie w obliczu tego, co nas łączy. W zależności od nastroju i przeprowadzonej rozmowy interpretuję tę sytuację w dwojaki sposób. Uczucie, nawet jeżeli gorące jak wulkaniczna lawa, z a w s z e może się wypalić. Nie wiem sama, chemia przestaje działać, feromony zawodzą etc. "Kontrinterpretacja" jest zupełnie inna i bardziej prawdopodobna: człowiek nadwrażliwy w momencie kryzysu tożsamości nie może określić ani siebie, ani swoich rzeczywistych uczuć, kieruje się zazwyczaj emocjami... Wiem, co znaczy zagubienie, znam z autopsji udupienie totalne. Od tej strony więc mogę Go zrozumieć, ale sama jestem tylko człowiekiem i nie mam anielskiej cierpliwości, przeciwnie - bez względu na ewentualny ból chcę wiedzieć, na czym stoję. Najgorsze minęło. Teraz też zaboli, ale będzie to już tylko ukłucie w piersi, nie odcięcie od tlenu. Jestem straszna, zachwiałam w Nim poczucie bezpieczeństwa, ale czy mam tu odgrywać rolę niańki? Nigdy nie oczekiwałam tego od Niego, On też nie wychodził do mnie z taką potrzebą. Nie jestem zimną suką i zawsze potrafiłam pójść na kompromis, podroczyć się, przytulić, wesprzeć w miarę możliwości, zmieniać się w razie konieczności. Problem w tym, że jedno za dwoje nic nie zdziała. Nie uciekam, nie w tym wypadku - podejmuję wyzwanie. Wystawiam się na próbę czasu. Jednak nie tylko ja powinnam być tutaj odpowiedzialna.
Lil^† komentarze [2] †
* * *
[ Szablon skroiła:
† Lil^ ]